Nie wierzę w to, że nie masz czasu na gotowanie

2
432

Nie jestem w stanie policzyć, ile razy słyszałem od rozmówców hasło „nie mam czasu na gotowanie”. Za każdym razem było to usprawiedliwienie (przed sobą, bo ja tego od nikogo nie oczekuje) tego, że mój rozmówca nie jest w stanie się zdrowo odżywiać i zdany jest na dania od „pana Kanapki”.

Ale powiedzmy sobie szczerze – ten brak czasu jest tylko słabą wymówką, bo nawet najbardziej zabiegany człowiek jest w stanie znaleźć 20-30 minut w ciągu dnia, żeby przygotować obiad na 2 dni.

„Nie mam czasu” to chyba najczęściej powtarzane kłamstwo, które w uniwersalny sposób jest w stanie uzasadnić brak aktywności w dowolnie wybranej dziedzinie życia. Nie mam czasu na trening, nie mam czasu na czytanie, nie mam czasu na naukę, nie mam czasu żeby posprzątać, itd. Absolutnie uniwersalna wymówka, którą jedna strona uzasadnia najczęściej lenistwo, a druga strona wierzy, bo albo nie ma powodów nie wierzyć, albo sama też stosuje podobną wymówkę.

Efekt jest taki, że często powtarzając „nie mam czasu” sami zaczynamy w to wierzyć i jeszcze łatwiej przychodzi nam odkładanie różnych czynności na nieokreślone „kiedyś”. Dziś przecież wszyscy jesteśmy tak bardzo zabiegani, że „nie mam czasu” urosło do rangi hasła otwierające drzwi do lepszego świata, pełnego ludzi sukcesu, non stop pracujących na swój status, który później prezentują na Instagramie, używając jednak filtrów, no #nofilter… no nie.

Bardzo często zarówno moja żona jak i ja mamy taką sytuację, że kiedy w pracy wyciągamy nasz obiad i podgrzewamy słyszymy „ale ładnie pachnie”, „ale ładnie wygląda”. Owszem, tak zazwyczaj jest z daniami robionymi w domu. No ok, wcale nie muszą zawsze ładnie wyglądać, ale pachną i smakują zawsze świetnie, wielokrotnie lepiej od tych kupowanych od „pana Kanapki” czy tych z diet pudełkowych (to jest dopiero dramat).

Kolejnym etapem kuchennej rozmowy jest hasło „ja nie mam czasu gotować”, na co odpowiadam pytaniem „nie masz 30 minut?”. Tu często następuje konsternacja, bo 30 minut to nie jest faktycznie dużo, ale też trzeba wybrnąć z twarzą, bo przecież głupio tak po prostu poddać się od razu i powiedzieć „mam, ale mi się nie chcę i wolę serial w Netflixie obejrzeć”. (Swoją drogą, my też dość regularnie oglądamy, po tym, kiedy już ugotujemy : ) )

No i tu następuje kolejny etap, tym razem zaprzeczenia – „nie, to niemożliwe, żeby ugotowanie takiego obiadu zajęło 30 minut”.

Czasem przyznaję rację i mówię, że owszem, mogło to być 30 minut, ale często jest to 20, a i tak miejmy na uwadze, że taki obiad gotuje się zazwyczaj na dwa dni, więc gdyby się już tak bardzo uprzeć to wychodzi albo 30-40 minut raz na dwa dni, albo 15-20 minut dziennie. To już w ogóle nie do obrony.

No i przechodzimy do konkretów, bo jak się okazuje obowiązek udowodnienia, że da się ugotować w 20-30 minut spoczywa na mnie. Obowiązku udowadniania braku czasu nie ma ; )

OK, weźmy pierwszy przepis z brzegu. Niech to będzie kurczak z warzywami i ryżem:

Na patelnię wylewam olej i rozgrzewam, w międzyczasie obieram czosnek i cebulę. Kiedy olej się nagrzeje odpowiednio, zmniejszam ogień i wrzucam cebulę i czosnek. W tym czasie kroję twarde warzywa (np. seler naciowy, paprykę) i dorzucam. Następnie kroję pierś kurczaka i dorzucam. Potem miękkie warzywa (np. pomidory) i też dorzucam. Do małej szklanki dolewam ciepłą wodę, dodaje dwie łyżeczki koncentratu pomidorowego i całość wlewam na patelnie (raczej gęsty sos wychodzi). Dosypuje przyprawy i mieszam od czasu do czasu. W innym garnku od pewnego czasu gotuje się ryż. I tyle, reszta się robi sama.

Tak naprawdę moja fizyczna praca związana z przygotowaniem wszystkiego to kilka minut – pokrojenie warzyw i mięsa, wrzucenie na patelnie i mieszanie. Reszta to czas potrzebny na to, żeby składniki „doszły”.

Podobnych konfiguracji, jeśli chodzi o obiad mogę wymyślić mnóstwo i zawsze wyjdzie coś ładnie pachnącego, dobrze smakującego na dodatek zdrowego. Jeśli popatrzycie na „Mocne Przepisy” (wiem, nie ma ich jeszcze zbyt wiele, ale pracuję nad tym) to znajdziecie tam m.in. takie propozycje, na szybką akcję w kuchni.

Dłuższe gotowanie, dwugarnkowe potrawy zostawiamy sobie na weekend, wtedy gotowanie można potraktować jako zajęcie hobbystyczne i rekreacyjne, a do tego można poeksperymentować i wiedzę wyniesioną z tego przenieść do gotowania w ciągu tygodnia. Ale to już pozycja nieobowiązkowa, ja to po prostu lubię.

Gotowanie codziennych obiadów naprawdę nie jest trudne ani wcale nie zajmuje tak dużo czasu. OK, jestem w stanie uwierzyć rodzicom 3 i więcej dzieci, że ogarnięcie wszystkiego może być wyzwaniem (choć też zauważyłem, że zwykle tacy rodzice są doskonale ogarnięci, pewnie dlatego, że nie mają wyboru), o tyle nie uwierzę żadnemu singlowi, ani żadnej bezdzietnej parze, że nie jest w stanie wygospodarować czasu na takie gotowanie.

„Nie mam czasu” jest w tym przypadku zwykłą ściemą i nieudolną próbą ukrycia lenistwa.

2 KOMENTARZE

  1. Jestem studentka dwóch kierunków. Studiuje architekturę i wzornictwo, oprócz tego pracuje i chodzę na dodatkowe kursy. Bywa tak, że na sen mam 4 godziny na dobę, padam przy książkach albo na siedząco przy stanowisku pracy. Można mówić że się nie ma czasu bo naprawdę można go nie mieć. Nie powinno się oceniać innych swoją miara. Mogą być ludzie ambitniejsi od nas samych i wówczas takie sformułowanie jak „nie mam czasu” nie oznacza „nie chce mi się” 😉

  2. Wszyscy mamy tyle samo czasu – dokładnie 24 godziny każdej doby – tylko podejmujmy różne decyzje. Czy Twoim zdaniem np. matka 3 dzieci, pracująca na etat i robiąca doktorat, która znajduje czas na gotowanie (wymiennie z mężem) jest mniej ambitna np. od Ciebie? Znam takie dwie, tzn. jedna już ten doktora zrobiła, druga jest w trakcie. Jedna z nich (wiem to, bo znam ją bardzo dobrze) odpowiedziałby Ci, że jesteś źle zorganizowana, czego efektem jest to, że np. nie jesteś wydajna w pracy (tak wynika z Twojego wpisu). I co byś jej na to odpowiedziała? Jak widzisz, mierzymy innych swoją miarą – tak właśnie zrobiłaś, choć zasugerowałaś, żebym ja tak nie robił 😉
    Uznajmy jednak, że dokonałem na potrzeby tego tekstu bardzo uproszczonej ekstrapolacji trendu (usuwając dla dobra średniej najambitniejsze jednostki jak Ty i dwie wspomniane znajome) i tak mi właśnie wyszło. 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz
Podaj swoje imię