Czy Ty też jesteś proepidemikiem?

0
110

Kiedy 26 lat temu po raz pierwszy połączyłem się z Internetem byłem podekscytowany możliwościami nowego medium. Kiedy kilka lat później przeczesywałem najróżniejsze miejsca w sieci (jakże innej od dzisiejszego Internetu) byłem pewny, że stanęliśmy przed wielką szansą, że ludzi inteligentnych będzie przybywać masowo dzięki powszechnemu i darmowemu dostępowi do wiedzy. Niestety bardzo się pomyliłem.

Jak informuje Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego rokrocznie rośnie liczba odmów szczepień. W 2010 było ich 3437, a w ubiegłym roku aż 44 475! Jak donosi Onet.pl

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie zdecydował o ukaraniu grzywną rodziców, którzy uchylali się obowiązku zaszczepienia dziecka przeciwko chorobom zakaźnym. Argumentował, że kwestię tą reguluje prawo, a obywatele są zobowiązani do jego przestrzegania. Szczepienia ochronne dzieci są obowiązkowe.”

Grzywna to całe 500 zł…

Moi rodzice (jak chyba wszyscy w tych czasach) nie spierali się z autorytetami medycznymi i po prostu mnie zaszczepili na wszystko na co się wówczas dzieci szczepiło. Dodajmy od razu, że medycyna w latach siedemdziesiątych była jednak na niższym poziomie niż dziś. Bez wątpienia dzięki szczepieniom uniknąłem (tak jak i wielu moich rówieśników oraz starszych i młodszych dzieci) wielu poważnych chorób i miałem szansę prawidłowo się rozwijać.

Minęło wiele lat, świat poszedł do przodu, nauka rozwinęła się w sposób trudny do wyobrażenia. Lekarze potrafią dziś naprawdę czynić cuda i ratować ludzkie życie coraz skuteczniej. Jakby na to nie patrzeć, spory w tym udział mają znienawidzone przez część ludzi koncerny farmaceutyczne. Jeśli popatrzymy na średnią długość życia kobiet i mężczyzn postęp widać okiem nieuzbrojonym.

Wydawałoby się, że żaden inteligentny człowiek nie może polemizować z faktami, a już zwłaszcza kiedy nie ma żadnych dowodów. Niestety ludzi wolą wierzyć agentce ubezpieczeniowej niż profesorom medycyny. Dlaczego? „Bo tak” i koniec dyskusji.
Kiedy w dyskusji z antyszczepionkowcami próbuję używać argumentów, w zamian dostaję półprawdy, dowody anegdotyczne („u znajomej znajomego”) i w końcu inwektywy.

Kiedy wspominam o wielu badaniach potwierdzających skuteczność szczepionek i brak badań potwierdzających to, że szczepionki wywołują np. autyzm, natychmiast pojawiają się „ostatni sprawiedliwi” którzy piszą „Aha! Mam Cię. Andrew Wakefield dowiódł…” – i na nic zdają się argumenty, że badanie Wakefielda uchodzi za wzór jak badań nie przeprowadzać, a wyniki badania zostały po prostu sfałszowane. Na to antyszczepionkowcy też mają kontrargument: spisek bigpharmy przeciwko jedynemu sprawiedliwemu naukowcowi!

Ci sami ludzie, którzy wierzą w spisek bigpharmy, której jedynym celem ma być wyciąganie od nas kasy, nie dostrzegają, że ich idole zbijają kasę na ich niewiedzy i lęku. W ogóle ten argument O „wyciąganiu kasy” jest ciekawy z innego powodu. Wierzący w spisek bigpharmy, o ile nie należą do „internetowej elity szlachta nie pracuje” zwykle gdzieś są zatrudnieni. I za swoją pracę otrzymują wynagrodzenie – dziwne, nie?

A skoro mowa o wyciąganiu kasy, to przypomina mi się od razu lewoskrętna witamina C.

Pamiętam kilka lat temu, pół Internetu zbierało kasę na leczenie pewnego młodego mężczyzny, który miał glejaka wielopostaciowego. Kasa została uzbierana dość szybko, młody człowiek trafił na operację do Niemiec, jednak niewiele dało się zrobić i stan pacjenta się pogarszał. Żona tego człowieka informowała o stanie męża na specjalnym fanpage’u i w pewnym momencie, kiedy stan był już naprawdę bardzo ciężki zaczęli pojawiać się życzliwi, informujący że jak najszybciej powinny zostać włączone „wlewy dożylne z lewoskrętnej witaminy C, koniecznie w dużych dawkach”. Reakcji na komentarze, że to bzdura możesz się domyślić.

Podobnych przykładów jest naprawdę dużo i pewnie gdyby były to tylko dyskusje w Internecie nie byłoby problemu. Niestety dezinformacja przynosi konkretne efekty. Coraz więcej rodziców (którzy sami pewnie byli zaszczepieni) nie szczepi swoich dzieci, zwiększając ryzyko zachorowania nie tylko swoich dzieci (dla których podobno chcą dobrze), ale też innych osób, które np. nie mogą być zaszczepione. Rośnie tym samym ryzyko wystąpienia epidemii, ale wielu antyszczepionkowców jest świecie przekonanych że „te choroby wcale nie są takie groźne”. Np. taka odra. Przebieg choroby, ewentualnie powikłania są doskonale udokumentowane, a dowodów jest mnóstwo. A co na to antyszczepionkowcy? A nic, po prostu to wszystko kłamstwo bigpharmy…

Mitów medycznych, mitów dietetycznych i mitów w ogóle jest tak dużo, że zaczyna być to niepokojące, a właściwie przerażające. Łatwość z jaką się rozprzestrzeniają jest jeszcze bardziej przerażająca, a dzieje się to właśnie za sprawą Internetu, bo to tylko jeden klik, jedno udostępnienie i bezkarnie, bez ponoszenia jakiejkolwiek odpowiedzialności można podważyć dziesiątki lat badań wybitnych naukowców, mimo że jedyny kontakt z medycyną jaki ma udostępniający bzdury, to serial „Szpital”…

Pól biedy jeśli ktoś uwierzy w nieistniejącą chorobę i wydaje pół pensji na homeopatyczne specyfiki, które kosztują krocie, ale nie działają.

Gorzej, jeśli ktoś naraża innych na poważne ryzyko. Wówczas jednak państwo powinno zareagować adekwatnie do zagrożenia. Obawiam się jednak, że rosnąca grupa antyszczepionkowców może okazać się zbyt atrakcyjnym elektoratem, żeby przeciw niemu wystąpić. I wtedy nie pozostanie nic innego jak sparafrazować nieco wiersz Jana Brzechwy i napisać „Moi drodzy, po co kłótnie, po co wasze swary głupie, wszyscy już jesteśmy w dupie”.

Choć może należałoby jednak po prostu wspomnieć słowa Jana Kochanowskiego:

„Cieszy mię ten rym: „Polak mądr po szkodzie”;
Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,
Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.”

Obraz Vitabello z Pixabay

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz
Podaj swoje imię