Dostałem znowu kilka wiadomości od Was z pytaniami, jak utrzymać motywację przez dłuższy czas. Ponieważ wiem, że może to być problemem, podzielę się z Wami moimi sposobami, które zastosowałem w odchudzaniu, ale są to metody na tyle uniwersalne, że spokojnie można ich użyć w dowolnej innej sytuacji.

Podejmując decyzję o odchudzaniu, często działamy pod wpływem impulsu. W tej konkretnej chwili jesteśmy tak zdeterminowani, że nic ani nikt nie jest w stanie nas powstrzymać. Problem polega na tym, że taki stan nie trwa wiecznie, a właściwie to zazwyczaj trwa dość krótko, zaczyna się proza życia i często z wielkich planów nic nie zostaje, pojawia się frustracja i kończymy odchudzanie, pół biedy, jeśli w tym samym stanie. Niestety dość często nie dość, że się nie odchudziliśmy, to jeszcze dostaliśmy coś w bonusie.

Przetestowałem na sobie najróżniejsze diety od oczyszczających, przez 1500 kcal, na najróżniejszych dietach książkowych kończąc. Zawsze, ale to zawsze koniec był taki sam. Najpierw kilka kilogramów mniej, a później powrót do poprzedniej wagi albo nawet wyższej.

Nie udawało się, bo nie mogło.

Kiedy zdajesz sobie sprawę, że odmawiasz sobie większości tego co lubisz już od miesiąca czy dwóch i masz tak robić właściwie całe życie, to zaczynasz zdawać sobie sprawę, że nie dasz rady. I dajesz sobie spokój.

Wystarczy jednak zmienić podejście i zastosować kilka tricków, żeby się udało.

Po pierwsze musisz zdać sobie sprawę, że odchudzanie to nie dieta tylko zmiana
nawyków żywieniowych. Odchudzanie to nie dieta, tylko zmiana stylu życia. Z obecnego, który doprowadził Cię do miejsca, w którym jesteś, do nowego, który pozwoli osiągnąć CI to o czym tak desperacko marzysz. Przy czym ten sukces na wymaga konsekwencji i – tu niestety muszę część z Was rozczarować – nie ma drogi na skróty, ani żadnych cudownych i magicznych sposobów. Jest tylko dobry plan i konsekwencja w jego realizowaniu. Koniec, kropka.

Proste? Oczywiście, z tym, że nie do końca. Zmiana nawyków to jedna z najtrudniejszych zmian w życiu. Dla wielu niemal niemożliwa, dla wielu po prostu niemożliwa, ale na szczęście dla sporej grupy jak najbardziej realna.

A zatem w ramach zdawania sobie sprawy, z tego, że jest to zmiana na całe życie, musisz mieć plan z kolejnymi etapami. Musisz doskonale zdawać sobie sprawę z tego co na danym etapie robić musisz, co możesz, a czego nie powinieneś pod żadnym pozorem.

Kiedy zastosujesz taką metodę okaże się, że to odchudzanie to wcale nie jest taki wielki problem, bo nie rezygnujesz z niczego, pewne rzeczy odkładasz po prostu na później (no a kto tego nie lubi robić 😉 ) kiedy będzie już można. To zmienia perspektywę, prawda?

To nie brzmi już jak: już nigdy nie zjem czekolady, już nigdy nie wypiję piwa. To brzmi – dziś, a także w przyszłym miesiącu nie zjem czekolady, ale za 2 miesiące to zrobię.

Skoro już to wiesz, znacznie łatwiej jest też opracować system „zadanie – nagroda”, który pozwoli Ci wytrwać w zmianie nawyków. Ja to zrobiłem tak:

Małe zadanie – mała nagroda

[ZADANIE] – Przez pierwszy miesiąc odchudzania nie piję alkoholu.
[DLACZEGO TO ROBIĘ] – Naprawdę chcę się odchudzić, a alkohol niestety w tym nie pomaga. Po pierwsze jest kaloryczny, po drugie pobudza apetyt, a po trzecie i najgorsze spowalnia metabolizm. Czyli robi dokładnie to czego nie chcę. Nie po to robię tak dużo, żeby niszczyć efekty w głupi sposób.
[NAGRODA] – Lubię piwo/wino. I nie chcę z tego rezygnować. A zatem po osiągnięciu pewnego etapu [np. -5 kg] pozwolę sobie na wypicie piwa lub lampki wina.

Średnie zadanie – średnia nagroda

[ZADANIE] – Biegam codziennie rano.
[DLACZEGO TO ROBIĘ] – Rano nie mogę powiedzieć, że „nie mam czasu”, bo to kwestia czy wstanę wcześniej, zależy tylko ode mnie. A jeśli chcę schudnąć powinienem ćwiczyć regularnie. Poranne bieganie ma zatem sens. Plus sporo korzyści.
[NAGRODA] – Chudnę. Lepiej się czuję. W sobotę i w niedzielę nie biegam rano, jeśli będę miał ochotę pobiegam lub poćwiczę w ciągu dnia. Ale nie muszę, to moja nagroda. Mam prawo dwa dni odpoczywać, naprawdę nic złego się nie stanie.

Duże zadanie – duża nagroda

[ZADANIE] – Konsekwentnie przestrzegam zaleceń i jem według zaleceń. 5 posiłków dziennie, w zaleconych odstępach czasowych i to co mam w jadłospisie.
[DLACZEGO TO ROBIĘ] – To jasne, bo chcę schudnąć, ale nie na chwilę tylko na zawsze. I muszę zmienić nawyki, nauczyć się jeść to co jest dla mnie dobre i w sposób, który jest dla mnie dobry.
[NAGRODA] – Po dwóch miesiącach takiej regularnej praktyki [oraz osiągnięciu konkretnej wagi] będę miał swój dzień z cheat mealem. Niech to będzie hamburger z frytkami i piwem, a co. Albo niech to będzie coś słodkiego, co sprawia że dopamina szaleje. Coś większego, co uwielbiam. Bez liczenia kalorii i myśleniu o konsekwencjach, ponieważ robię to raz, a potem wracam do właściwego odżywiania, aż do kolejnej okazji.

W moim przypadku ten system zadziałał idealnie. Ani przez chwilę się nie męczyłem, ani przez chwilę nie miałem przykrego uczucia, że coś straciłem na zawsze. Nie, ja po prostu wiedziałem, że realizuje plan i muszę chwilowo z pewnych rzeczy zrezygnować.
Chwilowo, ale nie na zawsze. I sama ta myśl sprawia, że wszystko staje się łatwiejsze.

Bo tak t jest – wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem. Jeśli przez cały rok odżywiasz się prawidłowo, jesteś konsekwentna / konsekwentny wówczas jeden dzień czy tydzień wakacji krzywdy Ci nie zrobi.

A kiedy już zmienisz nawyki… O tym jednak następnym razem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *