Nie jest to recenzja filmu o tym samym tytule, a coś znacznie ważniejszego i poważniejszego. Jest to coś z czym żyje wielu z nas (uwierzcie mi, że z dużym prawdopodobieństwem nie zdajecie sobie nawet sprawy jak wielu ludzi ma ten problem) od lat i wstydzi się o tym powiedzieć nawet najbliższym.

Wyobraź sobie taką sytuację. Jesteś w domu/biurze/sklepie/na ulicy i nagle zaczynasz czuć się nieswojo. Nie do końca wiesz co się dzieje, ale dość szybko zaczynasz czuć, że serce pracuje coraz szybciej. Nie rozumiesz tego, nie wiesz nawet dlaczego, ale czujesz, że sprawa jest poważna. W zależności od sytuacji i możliwości mierzysz ciśnienie. Jest wysokie, tak jak i tętno. Nie poprawia to Twojego samopoczucia, a wręcz przeciwnie, czujesz się jeszcze gorzej. Czujesz, że Twoje ręce drżą, czujesz, że właściwie całe Twoje ciało drży. Zaczynasz się pocić, kręci Ci się w głowie i czujesz, że za chwilę stracisz przytomność. Czujesz, że masz zawał, że za chwilę stracisz przytomność lub umrzesz. A w najlepszym wypadku po prostu zwariujesz.

Często w takiej sytuacji wzywane jest pogotowie lub osoba doświadczająca powyższych stanów trafia do lekarza. Ten najczęściej wykonuje badania w kierunku wykluczenia lub potwierdzenia problemów kardiologicznych lub innych zagrażających życiu. Okazuje się jednak, że EKG ani żadne inne badanie nie wskazuje na zawał, a Ty po kilku chwilach zaczynasz się uspokajać. OK, teoretycznie, w każdym razie silne objawy opisane wyżej ustępują. Często lekarz czy to na SOR czy pogotowia, zleca wizytę u kardiologa. I zaczyna się “zabawa”.

Kardiolog zleca echo serca, kieruje na badanie holterem, zleca badania krwi, itd. Wyniki nie wskazują żadnych problemów z sercem. Ty z jednej strony nie masz powodów nie wierzyć lekarzowi, ale z drugiej wiesz co przeżyłeś. Mija trochę czasu, prawie już zapomniałeś o epizodzie, a tu nagle sytuacja się powtarza. Teraz już nikt ci nie wmówi, że jesteś zdrowy, bo przecież zdrowym ludziom takie sytuacje się nie zdarzają.

Masz rację, ale ta choroba nie jest związana z sercem, w każdym razie nie wtedy, kiedy wykluczona została przez fachowca, np. kardiologa. Niestety zbyt często lekarze albo nie rozpoznają prawdziwego problemu, albo szukają nie tam, gdzie trzeba. Czasem zdarza się jednak, że lekarz bez problemu widząc dobre wyniki badań rozpoznaje prawdziwą przyczynę dolegliwości, ale pacjent nie chce w to uwierzyć.

A tym problemem jest nerwica lękowa.

No ba jak przyznać się przed samym sobą czy co gorsza przed innymi, że ma się nerwicę i to na dodatek lękową? Kto chce, żeby inni myśleli o nim “tchórz”? Nerwica lękowa nie ma nic wspólnego z tchórzostwem, ale wielu ludziom trudno to wytłumaczyć, bo przecież skoro się boisz to jesteś tchórzem. Na marginesie – wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, jak wiele osób o których myślimy wszyscy w kategoriach twardzieli przeżyło ataki paniki i cierpi na nerwicę lękową. Jeden z przykładów nieco niżej.

Wielu ludzi z obawy przed ośmieszeniem, przechodzi niewyobrażalne męki związane z nerwicą. Jednym rośnie dokumentacja medyczna związana z chorobą, której nie ma, inni cierpią w ciszy. U wielu (może nawet większości) pojawia się kolejny element – tzw. lęk antycypacyjny. Jeśli osobie cierpiącej na nerwicę lękową uda się połączyć napad paniki z czymś konkretnym, np. miejscem, czynnością, itd., to dość często zaczyna unikać tych miejsc lub czynności. I pojawia się kolejny problem, bo co, jeśli tym miejscem jest po prostu ulica, albo komunikacja miejska?

Ale i to nie koniec problemu. U wielu osób cierpiących na nerwicę lękową i nie podejmujących leczenia, w pewnym momencie pojawia się depresja. Różne źródła twierdzą, że może dotyczyć to ponad 50% osób.

Dlatego tak ważne jest właściwe reagowanie na pierwsze epizody nerwicy i jak najszybsze skorzystanie z fachowej pomocy – psychologa lub psychiatry. Duża w tym rola bliskich osoby cierpiącej, którzy przede wszystkim nie powinni negować cierpienia i udzielać absurdalnych rad typu “weź się w garść” itd. Wzięcie się w garść w takiej sytuacji nie wchodzi w grę, jeśli ktoś takich stanów nie doświadczył niech nie próbuje bawić się w lekarza, tylko zachęci osobę cierpiącą do skorzystania z pomocy jak najszybciej.

Do tego jednak potrzebna jest edukacja społeczeństwa na temat ludzkiej psychiki, która poddawana jest coraz większym próbom. Duża w tym rola niestety mediów oraz wszechobecnej technologii. To jednak temat na inny tekst. A w edukacji może pomóc wywiad w ostatnim numerze Wprost z Mamedem Chalidowem, zatytułowany “Depresja Twardziela” [polecam cały wywiad]. [Jesli nie wiesz kim jest Mamed wyjaśniam, że jest to wielokrotny mistrz KSW, niesamowity zawodnik mieszanych sztuk walki (MMA), którego naprawdę trudno oskarżyć o tchórzostwo czy lękliwość. I ten twardziel, mówi coś takiego:

Przez lata zdawałem sobie sprawę z tego, że mam nerwicę. Od czasu do czasu, raz na pół roku, raz na rok, miałem atak paniki. Trwało to ok. pół godziny i przechodziło. Dopiero w 2015 r., gdy w czasie przygotowań do walki doznałem kontuzji kręgosłupa i musiałem się poddać operacji, poczułem, jak zagrożona jest moja kariera. Dla czynnego sportowca konieczność przerwania treningów, widmo końca kariery z powodu kontuzji okazało się ogromnym obciążeniem psychicznym. Zbyt dużym. Przechodziłem co prawda rehabilitację, ale jednocześnie wątpiłem w swój powrót do sportu. Któregoś dnia po prostu fatalnie się poczułem. I tak już zostało. Z dnia na dzień, w zasadzie w ciągu sekundy, coś się przełączyło i świat się zmienił.

– Wtedy pan trafił do psychiatry?

– Nie mogłem się z tym pogodzić przez jakiś czas, prawie miesiąc. Zastanawiałem się jak to jest możliwe, że mnie, twardziela , coś takiego spotkało. Myślałem, że dam sobie rade same Ale w końcu poszedłem do lekarza.

– Zdarzały się sytuacje, że ktoś panu nie dowierzał. Mówił “ogarnij się, stary nic się nie dzieje, nic ci nie jest”?

– Niektórzy się dziwili. Bo jak facet, których wchodzi do klatki i się bije, może mieć depresję? Dopóki mnie nie spotkała choroba, też tego nie rozumiałem. Depresję naprawdę trudno zrozumieć komuś, kto się o nią choćby nie otarł.

Dalej Mamed tłumaczy powody depresji:

“W stresie żyłem przez wiele lat. Najpierw dzieciństwo i wojna w Czeczenii, potem przyjazd do Polski, zostawienie tam rodziny, całkowita zmiana otoczenia. Choć skończyłem studia, musiałem zająć się sportem, zmienić nastawienie. Potem doszły walki. Ten cały stres i strach. W słabszym momencie, po operacji, w końcu to wszystko mnie złamało. Choć przecież i tak przez lata jak na człowieka po takich przejściach dobrze się trzymałem”.

Wcześniej w książce “Lepiej, byś tam umarł” będącej zapisem wywiadu jakiego Mamed udzielił Szczepanowi Twardochowi, zawodnik MMA powiedział, że każde wyjście do walki to stres, a ten się odkłada. Do tego dochodzi strach w czasie walki, a potem strach o utrzymanie się na szczycie.

Dla mnie brzmi to jak niezwykle często powtarzany scenariusz, który przerabiają tysiące ludzi, a wielu z nich uważacie za bardzo wesołych, pogodnych optymistów, o których nigdy nie powiedzielibyście że mają jakiekolwiek problemy.

To schemat, w który wpada wielu, bez względu na stanowisko, wielkość firmy, itd. Wystarczą pewne cechy charakteru, okoliczności, czasem wydarzenia z przeszłości i mamy przepis na nerwice, a często i depresję.

Np. jesteś człowiekiem ambitnym, chcesz osiągnąć sukces (bez względu na to jak go definiujesz) i ciężko na to pracujesz. Poświęcasz swój czas wolny, bo praca, na urlopie nie rozstajesz się z komputerem, bo praca, nawet kiedy jesteś chory pracujesz, bo myśl o pozostaniu w łóżku tylko pogarsza Twój stan. Twój mózg to dzielnie znosi, ale zaczyna działać na kredyt. Ty dużo pracujesz, mało odpoczywasz, osiągasz sukces i zamiast się cieszyć zaczynasz odczuwać strach, irracjonalny, bezpodstawny, zaczynający się od słów: a co będzie, kiedy…

Zaczynasz gorzej sypiać, bo ciągle myślisz co złego może się wydarzyć, jedna niepokojąca myśl wywołuje następną i następną. Kolejne nieprzespane noce powodują, że jesteś mniej wydajny w pracy, co powoduje, że Twój stres się jeszcze bardziej nasila, bo jesteś przekonany, że wszyscy to widzą i kwestią czasu jest, kiedy Twój szef wezwie Cię do siebie by Cię zwolnić. Bardzo często jest tak, że te wydarzenia żyją swoim życiem tylko w Twojej głowie, Twój szef jest zadowolony, ale Ty wiesz swoje. Pracujesz jeszcze więcej, jeszcze mniej odpoczywasz, czujesz się jeszcze gorzej i nikt wokół Ciebie nie rozumie o co Ci chodzi… W końcu doświadczasz ataku paniki.

Ten scenariusz ma różne wersje i zakończenia. Dotyczy jednak wielu osób, uwierzcie mi, że gdyby pewnego dnia każdy cierpiący na nerwicę lękową czy depresje wyznał to co czuje, bylibyście zszokowani skalą zjawiska. Okazałoby się, że wielu Waszych znajomych, a może i osób bliskich cierpi, ale bardzo skutecznie to cierpienie ukrywa.

Często trwa to latami i nie zawsze kończy się dobrze. Tak być jednak nie musi, bo można sobie pomóc i to na wiele sposobów, ale najważniejsze to wykonać ten pierwszy krok.

Wiem doskonale, że właśnie ten początek jest najtrudniejszy, bo po pierwsze trzeba przyznać się przed sobą, a często i bliską osobą do tego co się dzieje. A następnie trzeba o swoim cierpieniu opowiedzieć obcej osobie. Warto jednak ten krok wykonać, bo uczucie ulgi może pojawić się dość szybko. Oczywiście jedna wizyta u specjalisty nie rozwiąże problemu, bo skoro się na taki stan pracowało latami, to i leczenie musi potrwać. Ale w zależności od stanu specjaliści potrafią dobrać takie metody leczenia, które pomogą szybko. Czasem potrzebne są odpowiednie leki, czasem pscyhoterapia, czasem i jedno i drugie. Najważniejsze jednak to zacząć działać.

Być może zastanawiacie się skąd taki tekst, na blogu na którym w sumie głównie piszę o zdrowym stylu życia i walce z otyłością i nadwagą. Powodów jest kilka. Ten temat (i podobne) planowałem poruszyć już dawno temu, właściwie od początku, ale jakoś się nie składało.

Pierwszym impulsem były wiadomości, które otrzymałem po publikacji tekstu “Jak szybko zasnąć“. Wielu osobom po prostu opisane metody nie pomogą, a na poradę z ostatniego akapitu (czyli wizytę u specjalisty) autorki i autorzy wiadomości nie chcą się zdecydować z wielu powodów. Choć to jedyna sensowna metoda. Ostatecznym impulsem była lektura cytowanego wyżej wywiadu z Mamedem Chalidowem, który otwarcie wyznaje że cierpiał na nerwicę, że miewał ataki paniki i cierpi na depresję. Pomyślałem, że to doskonały moment na taką publikację, że jego wyznanie może ośmielić innych do działania.

I taką mam właśnie nadzieję. Bardzo chciałbym, żeby po lekturze tego tekstu przynajmniej jedna z osób, które do mnie napisały przełamała się i skorzystała z fachowej pomocy. Chciałbym, żeby ten tekst osobom cierpiącym pokazali ich bliscy, którzy widzą, że coś się dzieje ale nie wiedzą co zrobic – takie rozmowy też odbyłem.

Naprawdę wiem, że skala tego zjawiska jest ogromna i niestety nie mam wątpliwości, że będzie cierpiących przybywało.

Jedna znajoma pani psycholog powiedziała mi kilka miesięcy temu, że obecnie najczęściej w jej gabinecie zjawiają się młodzi ludzi którzy cierpią niewyobrażalne męki spowodowane tym, że mają 18 lat, a nadal nie wiedzą co chcą w życiu robić. Ulga pojawia się kiedy po pewnym czasie zaczyna do nich docierać to, że mogą zmienić zdanie w każdej sprawie. Jeśli tak duże napięcie pojawia się w tak młodym wieku, później, bez odpowiedniej pomocy lepiej z pewnością nie będzie.

Pomóżcie sobie sami, pomóżcie swoim bliskim, jeśli tylko zauważycie pierwsze symptomy, jeśli zauważycie, że coś jest nie tak. Nie warto cierpieć i nie próbować sobie pomóc, uwierzcie mi, wiem o czym piszę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *