Dostaje ostatnio sporo wiadomości od Was (co mnie bardzo cieszy) z prośbami o porady. Zauważyłem, że w kilku wiadomościach pojawił się ten sam problem, postanowiłem więc odpowiedzieć na blogu i ułatwić sobie życie, bo nie mam wątpliwości, że to pytanie pojawi się jeszcze wiele razy.

Zacznijmy od cytatu: „Cześć, postanowiłam do Ciebie napisać, bo widzę, że Ci się udało schudnąć, a ja próbowałam już chyba wszystkiego i zawsze jest tak samo. Co więcej, ja w sumie nie jem dużo i to mnie jeszcze bardziej wkurza. Masz jakiś pomysł?”

Dla tych, którzy nie lubią długich tekstów, wersja skrócona:

1. Nie próbuj wszystkiego, bo to nie ma sensu. Zmień nawyki żywieniowe, zmień styl życia – to jest gwarancja sukcesu.
2. Nie ograniczaj kalorii na własną rękę, bo na 99,9999% robisz to źle.

A teraz wersja dla tych, którzy lubią wiedzieć więcej:

Człowiek z nadwagą / otyły zazwyczaj żyje zadowolony z siebie do chwili, kiedy wydarzy się coś przykrego. Może to być złośliwa uwaga, może to być problem z założeniem ubrań, które jeszcze nie tak dawno były ok, może to być problem z wykonaniem prostych czynności jak zawiązanie butów, w końcu może być to coś poważniejszego – kłopoty zdrowotne. Taka sytuacja bardzo często jest motywatorem do radykalnej zmiany.

Nie byłoby w tym nic złego, a nawet dużo dobrego, gdyby nie to, że w takich chwilach zazwyczaj podejmuje się złe decyzje. Ktoś chce się odchudzić i zaczyna szukać sposobu na szybki sukces. Przy okazji jest zdeterminowany i gotowy do poświęceń. Bardzo często decyduje się na głodówkę, dietę 1500 kcal, itd. No i owszem, jeśli starczy mu determinacji w krótkim terminie straci kilka kilogramów.

Problem polega na tym, że takiej radykalnej diety nie da się utrzymać długo, nie mówiąc już o perspektywie całego życia. Inna sprawa, że głodowanie w dłuższej perspektywie zdecydowanie organizmowi zaszkodzi.

Mam na koncie różne tego typu akcje i wiem doskonale jak się skończyły. Po jednej z takich cudownych diet dobiłem do 110 kg, nic przyjemnego. Z resztą znam podobnych historii mnóstwo. Jeden ze znajomych na początku roku wymyślił sobie dietę oczyszczającą, właściwie głodówkę. No i oczywiście pierwszy efekt był taki, że schudł. Dziś wygląda jak ja rok temu, czyli sporo utył. Było to do przewidzenia, było do uniknięcia, ale niestety determinacja plus „mądrości” z Internetu powodują właśnie takie efekty.

Drugi problem to „ale ja przecież jem mało”. I ten schemat również znam doskonale. Jeśli nie jesteś na wspomnianej wyżej radykalnej diecie, kiedy faktycznie jesz za mało, to prawdopodobnie we wszystkich innych przypadkach tylko ci się wydaje, że jesz mało. Jest dokładnie odwrotnie.

Wstajesz rano i oczywiście nie jesz śniadania, bo „nie masz czasu”, „nie masz apetytu”, „nie jadasz śniadań, bo nie lubisz”, itd. Znacie to, prawda? W pracy albo zjesz jakiegoś kebaba, może coś od „Pana Kanapki”, albo nie jesz nic. W pewnym momencie przekąsisz sobie jakiegoś batonika, bo jednak organizm zaczyna się domagać. W ciągu dnia, wypijasz 2 kawy i 2 herbaty, każdą słodzisz dwoma łyżeczkami cukru. W końcu wracasz do domu i w końcu masz czas, żeby coś zjeść. A ponieważ jesteś głodny po całym dniu, to zjadasz 4 bułki kajzerki, posmarowane margaryną, z wędliną, żółtym serem i żeby było zdrowo z pomidorem.

Policzmy zatem:

Kebab – 500 kcal
Baton (100 g) – 487 kcal
Cukier (40 g) – 150 kcal
4 kajzerki – 700 kcal
Szynka (100 g) – 230 kcal
Ser żółty (60 g) – 217 kcal
Margaryna (20 g) – 70 kcal

Razem 2354 kcal

Czyli nic nie zjadłeś, ale jednak dostarczyłeś organizmowi ponad 2300 kcal. Nadal uważasz, że jesz mało? To mniej więcej (jednak nieco mniej) tyle ile moich 5 posiłków, różnorodnych, smacznych, dostarczających organizmowi wszystkich potrzebnych składników.

Jak to możliwe, że jemy prawie tyle samo, jeśli chodzi o kalorie, ty tyjesz, a ja chudnę?

Odpowiedź jest prosta: ja odżywiam się dobrze, ty nie. Moje dieta (nie cierpię tego słowa, ale czasem dobrze pasuje) jest zbilansowana, Twoja to śmietnik. Jeśli nawet nie zjesz tych czterech bułek wieczorem (mi się to zdarzało dość często), ale dwie to i tak nadal bilans będzie wysoki i z pewnością daleki od „przecież ja jem mało”. Z resztą wspominałem już o tym wielokrotnie, że diety MŻ to dramat oraz fiasko z porażką plus vat. I oczywiście prosta droga do efektu jo-jo.

W prawidłowym odżywianiu nie chodzi o to, żeby zjeść mało, ale żeby zjeść tyle ile organizm potrzebuje do prawidłowego funkcjonowania, często jest to znacznie więcej niż Wam się wydaje i więcej niż zjadacie codziennie [i to przecież dobra wiadomość]. Ale to nie oznacza 5 batonów co 3 godziny tylko 5 posiłków które dostarczą organizmowi białka, tłuszczy, węglowodanów, itd.

Wszystkiego czego Twój organizm potrzebuje, podkreślam jeszcze raz TWÓJ organizm, a nie dziewczyny z Instagrama czy trenera personalnego z YT.

Nasze organizmy choć bardzo podobne to jednak różnią się i te różnice trzeba brać pod uwagę układając jadłospis. Samodzielnie, jeśli nie ma się odpowiedniej wiedzy raczej trudno zrobić to dobrze, dlatego tak ważna rola dietetyka. Z resztą podobnie jest z treningiem na siłowni. Oczywiście, każdy trening z trenerem personalnym to koszt i raczej niemały, ale nawet jeden trening da Ci bardzo dużo. Choćby to, że dowiesz się jak wykonywać ćwiczenia, tak żeby nie zrobić sobie krzywdy, a dwa, żeby odnieść z treningu jak najwięcej korzyści.

Podsumowując, apeluję do wszystkich jeszcze raz – odpuście sobie drastyczne diety, nie ograniczajcie na własną rękę kalorii, nie głodujcie. Odchudzajcie się z głową, w oparciu o wiedzę, sprawdzone metody oraz w sposób który pozwoli Wam cieszyć się życiem, a nie odmawiać sobie wszystkiego co lubicie. Jeśli chcesz wrócić do prawidłowej wagi musisz zmienić styl życia, bo pomijając chorobę, to właśnie Twoje wybory są najczęstszą przyczyną tego, że ważysz za dużo.

Dobra wiadomość jest taka, że odchudzanie wcale nie jest takie trudne jak się większości wydaje. Pod warunkiem, że działasz rozsądnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *