Co pewien czas trafiam na kolejne genialne poradniki “jak schudnąć”. Pomijam już mądrości altmedu, gdzie lewoskrętna witamina C leczy nawet glejaka wielopostaciowego – to jest tak szkodliwe, że specjalnie dla autorów tych głupot powinno się przywrócić karę chłosty (przynajmniej) i zamykać ich w ciemnym lochu. Częściej jednak trafiam, na absurdalne porady domorosłych blogerek, które wiedze czerpią z Instagrama i Pudelka. Niestety prawda jest brutalna, ale kto Wam ją zdradzi, jeśli nie ja. Kilka lat temu schudłem ponad 25 kg w niespełna cztery miesiące i już nigdy nie przekroczyłem 100 kg. I to nie był jedyny raz kiedy udało mi się zrzucić sporo. No ale do rzeczy.

Na początek musisz sobie coś uświadomić. Jeśli jesteś gruba/gruby masz do wyboru dwie opcje:

Po pierwsze możesz uznać, że jesteś słaby/słaba i nie schudniesz [Uwaga – nie mam tu na myśli ludzi chorych, którzy nie mogą schudnąć np. z powodu niedoczynności tarczycy, to zupełnie inna historia]. Że do końca życia będziesz się oszukiwać, podejmować próby z góry skazane na niepowodzenie, co sprawi, że nie dość, że nie schudniesz, to na dodatek zamienisz swoje życie w koszmar, bo czasowo będziesz pozbawiał(a) się rzeczy przyjemnych, które lubisz. Prawda jest taka, że otyłość to choroba sama w sobie i na dodatek przyczynek do innych chorób, które mogą prowadzić do przedwczesnego zgonu. Ale jeśli masz tego świadomość i nadal masz za mało silne woli – bądź gruby/gruba i ciesz się tym co Ci zostało. Współczuję decyzji, ale jako wolny człowiek masz prawo nawet do takiej.

Po drugie możesz uznać, że życie z otyłością czy nadwagą jest średnio fajne, możesz przestać się oszukiwać, że lubisz i akceptujesz swoje ciało, bo to gówno prawda. Nie ma niczego fajnego i estetycznego w obwisłym brzuchu i byciu pulpetem. To wszystko wymówki słabych ludzi. I ludzi leniwych. Wiem coś o tym, bo przez lata powtarzałem te bzdury. Jeśli dojdziesz do wniosku, że chcesz poważnie zmienić swoje życie oto co musisz zrobić:

1. Wyrzuć wszystkie książki o odchudzaniu.

Zapomnij o wszystkich blogach szafiarek czy trenerek fitness (chociaż jeśli chcesz sobie pomóc, to oprócz zmiany nawyków żywieniowych trzeba się ruszać. Bardzo dobry trening i to zupełnie za darmo możesz zrobić w domu i nie potrzebujesz do tego nic specjalnego oprócz motywacji. Program “Skalpel” Ewy Chodakowskiej jest naprawdę skuteczny, moja żona sprawdziła na sobie ze świetnymi efektami. Polecam). Czytanie blogów, książek czy oglądanie filmów na YouTube Ci nei pomoże. Od tego nie staniesz się super fit. Pamiętaj, że nie będziesz wyglądała jak trenerka fitness, dopóki nie zaczniesz żyć tak jak ona. Jeśli panna X ma sześciopak na brzuchu to pamiętaj, że nie pojawił się on tam przypadkiem, tylko jest efektem ciężkiej pracy. I nie pojawi się u Ciebie, po jednej wizycie na siłowni. Nie pojawi się też po dwóch. Trenerka fitness zawodowo spędza w siłowni kilka godzin dziennie. A Ty?

2. Idź do lekarza internisty i poproś o skierowanie na badania krwi.

Warto sprawdzić czego masz za dużo, bo że czegoś masz za dużo przy nadwadze i otyłości jest pewnikiem. Z dużym prawdopodobieństwem możesz mieć zespół metaboliczny. Oprócz morfologii, poproś o badanie cholesterolu, glukozy, TSH, aminotransferazy alaninowej, sodu, potasu – lekarz z pewnościa wie co Ci zlecić. I zrób te badania jak najszybciej, a potem powtarzaj je co rok. Z resztą ustal to z lekarzem, on(a) będzie wiedział(a) najlepiej. Poza tym regularne badanie się, choćby w tak podstawowym zakresie jak badania krwi i moczu powinny być Twoim nawykiem bez względu na to czy jesteś gruba/gruby czy nie. Jeśli jednak masz nadwagę, zmiana nawyków żywieniowych is tylu życia bardzo Ci pomoże. Jestem tego najlepszym przykładem – w 8 miesięcy poprawiłem wszystkie wyniki i to co było na czerwono, dziś jest na zielono.

3. Znajdź dobrego dietetyka.

Nie, blogerki modowe radzące jak schudnąć to nie dietetycy, w większości nie mają pojęcia o tym o czym piszą. Jeśli odniosły sukces w walce z nadwagą, mogą ewentualnie napisać co im pomogło, ale nie masz żadnej gwarancji, że ich dieta pomoże Tobie. Poza tym zastanów się chwilę. Czy jeśli masz problemy z oddychaniem szukasz porady na blogu czy dzwonisz po pogotowie? Potraktuj samą/samego siebie poważnie i oddaj to co masz najcenniejsze – czyli siebie – w ręce profesjonalisty. Jeśli mieszkasz w Warszawie lub okolicach, polecam Monikę Hajduk. A jeśli nie mieszkasz, to możesz się z nią skontaktować przez Internet, też pomoże! Dzięki jej profesjonalizmowi zacząłem odżywiać się prawidłowo i nie dość, że jem więcej (tak, tak więcej!), jestem przez cały dzień najedzony, ale nie czuje się ociężały, to na dodatek chudnę. A jakie mam w diecie przekąski. To nie jest product placement, to darmowa porada, za którą możesz mi podziękować. A ja jestem żywą reklamą skuteczności pani Moniki.

4. Wspomniałem słowo Dieta?

Zapomnij o diecie. Tak, dobrze przeczytałaś/przeczytałeś. Zapomnij raz na zawsze o diecie. Ale nie ciesz się przedwcześnie. Moje doświadczenie podpowiada mi jedno – wbrew pozorom schudnięcie nie jest problemem. To co jest największym wyzwaniem to utrzymanie wagi. Radykalne diety i głodówki w tym Ci nie pomogą. W najlepszym razie po pewnym czasie dasz sobie spokój z dietą, stracone kilogramy wrócą z nawiązką, a Tobie pozostanie uczucie frustracji. W gorszym scenariuszu po prostu sobie zaszkodzisz. To co trzeba zrobić to zmienić nawyki żywieniowe. Tylko w ten sposób masz szansę na sukces. Pomoże Ci w tym dietetyk. Ustali co i kiedy masz jeść, a następnie w zależności od efektów będzie Ci jadłospis modyfikować.

5. Wyznacz sobie realne cele.

Podkreślam słowo realne. Porozmawiaj o tym z dietetykiem. Poradź się specjalisty i zaplanuj działanie. Nie ma lepszej motywacji niż widok niższej wagi, uwierz mi, że jeśli będziesz konsekwentnie realizować założenia, efekty przyjdą szybciej niż się spodziewasz. Pamiętaj jednak, że jeśli w ciągu pierwszych 2-3 tygodni efekty nie będą spektakularne to nie oznacza, że nie schudniesz. Daj sobie czas. A kiedy uda Ci się wbić w ubrania, w które ostatnio mieściłaś/mieściłeś się 10 lat temu, ogarnie Cię euforia. Ale pamiętaj, konsekwencja to podstawa. Z resztą tak jak ze wszystkim.

6. Kontroluj wagę, ale mierz i zapisuj np. co tydzień, ile masz centymetrów w pasie, klatce piersiowej, zapisz obwód uda.

Pamiętaj jednak, że masa ciała to nie wszystko, bo chudnąć trzeba przede wszystkim jakościowo, a nie ilościowo. No i rzecz najważniejsza, wagi domowe nie zawsze mówią prawdę. Dietetyk (mam na myśli profesjonalistę) ma urządzenie medyczne, które jest kalibrowane i serwisowane, więc podaje prawdziwe wyniki. A poza tym podaje więcej informacji niż tylko masa ciała. Mimo wszystko warto zaopatrzyć się w dobra domową wagę łazienkową i regularnie, czyli np. raz w tygodniu sie ważyć. Rób to zawsze rano, na czczo. Nie wpadaj tez w obsesję ciągłego ważenia. Wieczorem Twoja waga będzie na 100% inna od tej rano i nie ma w tym nic złego. Jesz, pijesz, a to wszystko wpływa na wagę. Wystarczy, że jednego dnia wypijesz więcej płynów i już waga pokaże więcej, ale to nie oznaczy że nagle przytyłaś/przytyłeś. Kontroluj swoja wagę, żeby nie okazało się, że zaczynasz sobie odpuszczać w dłuższym czasie i waga rośnie albo stoi w miejscu. Jednak ostateczny wynik poznasz o dietetyka, który ma odpowiedni sprzęt. Niech to będzie dla Ciebie wyznacznik postepów.

7. Znajdź trenera personalnego i zacznij uprawiać sport.

Regularne ćwiczenia to same korzyści. Jeśli ćwiczysz regularnie i dobrze się odżywiasz efekty przyjdą bardzo szybko i co najważniejsze będą trwałe. A o to przecież chodzi.

Jeśli nie czujesz się na siłach samodzielnie pokonać otyłości, idź do psychologa. Mamy XXI wiek i wizyta u psychologa nie jest niczym wstydliwym, co więcej to pomaga. Ostatecznie robisz to dla siebie, dla swojego zdrowia i wyglądu. Nie sądzisz, że warto?

8. Uzbrój się w cierpliwość

Odchudzanie to proces. Zmiana nawyków żywieniowych to proces. Zmiana stylu zycia to proces. Na wszystko trzeba czasu i musisz mieć tego świadomość. Nie wpadaj w wielką euforię, kiedy pojawią sie pierwsze wyniki, ani nie załamuj się, jeśli waga spada wolniej niż się spodziewasz. Jeśli jesteś pod opieką fachowca i konsekwentnie realizujesz założenia to schudniesz. Zazwyczaj (o ile nie chorujesz na coś co proces odchudzania może spowolnić lub utrudnić) największe efekty sa na początku, później waga spada wolniej, a im bliżej ostatecznego celu tym może być trudniej (ale nie musi). Nie przejmuj się tym, działaj konsekwentnie i pamiętaj, że tak jak i nadmiarowe kilogramy nie pojawiły się w tydzień, tak i nie znikną po chwili. Czas jest jednak Twoim sprzymierzeńcem.

9. Zainteresuj się zdrowym odżywianiem. 

Nie musisz od razu kończyć studiów i zdobywać tytułu. Ale poszerzenie wiedzy o to jak funkcjonuje organizm, co mu służy, a co nie po prostu pomaga. Pamiętaj, że Twoim celem jest nie tylko pozbycie sie nadmiarowych kilogramów, ale też utrzymanie prawidłowej wagi. Do tego świadomość siebie i wiedza o tym jak działa organizm pomaga. Nie wierz jednak we wszystko co najdziesz w sieci. Sprawdź każdą nowinkę czy super wiadomość o super odkryciu dwa razy. Najlepiej jeśli znajdziesz źródło medyczne, które potwierdzi informacje. Niestety jest w sieci tak wiele głupot, że zachowanie dystansu do wszystkich informacji jest więcej niż wskazane.

Moja walka z otyłością

Żeby nie było, że jestem teoretykiem napisze krótko o tym co ja sam zrobiłem, ale od razu zaznaczę, że to że na mnie to zadziałało, nie oznacza, że pomoże Tobie. Nie idź drogą na skróty, bo takiej drogi nie ma. Twój organizm jest na 100% inny od mojego i możesz potrzebować zupełnie innego podejścia. A oto co ja zrobiłem:

Właściwie postąpiłem według powyższych punktów. Zrobiłem badania krwi (z resztą robię przynajmniej raz w roku, to podstawowe i proste badanie może uchronić Cię przed poważnymi chorobami, a nawet z najpoważniejszymi masz szansę walczyć pod warunkiem, że zostaną wykryte odpowiednio wcześnie) i z wynikami poszedłem do dietetyka.

To była moja przygoda numer jeden i miała miejsce w 2009 roku. Od razu zapowiedziałem, że dieta 1500 kalorii nie jest dla mnie bo ani nie zamierzam być modelką, ani nie zamierzam umierać z głodu. Pani dietetyk tylko się roześmiała i powiedziała: “Będzie Pan jadł więcej niż teraz, nie będzie Pan czuł głodu i jeśli będzie Pan realizował założenia schudnie Pan bardziej niż sobie to Pan wyobraża“. Dobre, sobie pomyślałem, jedz więcej i chudnij.

Okazało się, że to pani dietetyk miała racje. Nie przeszedłem na dietę, musiałem zmienić nawyki żywieniowe. Np. musiałem znowu nauczyć się jeść śniadanie. Bo wcześniej albo nie miałem na nie czasu, albo mi się nie chciało jeść. Z resztą z obiadami bywało podobnie. A tu otrzymuje zalecenie – 5 posiłków dziennie. Co? Jak to 5?

Zastosowałem się i według wskazań, jadłem to co zaznaczone jest na zielono w Tabeli Indeks Glikemiczny. I nie, nie mam cukrzycy. Zacząłem więc regularnie się odżywiać. Słowo “regularnie” jest kluczowe i oznacza, posiłek co trzy godziny.

7:00 – Śniadanie
10:00 – 2 śniadanie
13:00 – Obiad
16:00 – Podwieczorek
19:00 – Kolacja

Kiedy po miesiącu moja wskazywała blisko 7 kg mniej aż się przestraszyłem. Dużo, chyba za dużo, może jestem chory i umieram? 🙂 Nie organizm zareagował, jak powinien, w następnych miesiącach te spadki były mniejsze, ale efekt zaczynał być widoczny i niezwykle motywujący. Kiedy po 4 miesiącach założyłem spodnie, które ostatnio miałem na sobie dobre 10 lat wcześniej byłem wniebowzięty.

Ponieważ przez ostatnie lata nieco sobie odpuściłem (choć nie przekroczyłem 100 kg co dla mnie jest jakąś magiczna barierą), a przy okazji przekroczyłem 40., postanowiłem znowu wrócić do dobrego zwyczaju i znowu wziąć się za siebie.

Zrobiłem badania i z wynikami udałem się do pani Moniki Hajduk, która ustaliła cele oraz przygotowała jadłospis. Sytuacja podobna – śniadanie, obiad, kolacja plus dwie przekąski między posiłkami (dla tych przekąsek warto było przejść na dietę, tzn. zmienić nawyki żywieniowe :).

Oprócz diety, postawiłem na sport. Znalazłem trenera personalnego – Pawła z AllForBody, (to też nie product placement, polecam uczciwie, choć już razem nie trenujemy bo obecnie jest poza Warszawą. Ale z jego rad korzystam do tej pory – Paweł nauczył mnie prawidłowo wykonywac kilka bardzo skutecznych ćwiczeń jak swing kettlem, martwy ciąg, wiosłowanie sztangą – ćwiczenia działające bardzo dobrze pod warunkiem, że je się prawidłowo wykonuje. Bo jeśli sie je wykonuje nieprawidłowo to warto mieć kontakt do dobrego ortopedy) z którym spotykałem się raz w tygodniu, żeby pracować nad techniką i prawidłowo wykonywać ćwiczenia. Bo nie chodzi o to, żeby zrobić sobie krzywdę wykonując np. martwy ciąg, tylko żeby odnieść jak największe korzyści. Oczywiście nie oznacza to, że trenuję raz w tygodniu. Trenuję codziennie. Tak, codziennie. Po pierwsze bo tylo systematyczne treningi dają efekty. Po drugie jeśli nie trenowałbym w ciagu tygodnia, mój trener szybko zauważyłby że coś jest nie tak i musiałbym się głupio tłumaczyć, a nie chcę 🙂 Wolę słyszeć, że robię postępy 🙂

Jakiś czas temu znalazłem na YouTube kanał Tomasza Grzymskiego. I bardzo również polecam Wam obejrzenie filmów, w których jest mnóstwo wiedzy o tym jak prawidłowo się odżywiać (swoją drogą zarówno moja ulubiona pani dietetyk i Tomasz grzymski stosują podobne racjonelne metody), jakie ćwiczenia i w jaki sposób wykonywać oraz jakich suplementów używać, a jakich nie (To temat na oddzielny post, ale krótko rzecz biorąc, tylko kilka suplementów ma udowodniony naukowo pozytywy wpływ na organizm, reszte można odpuścić). Możecie też kupić e-booka “Genetycy”, w którym w sposób skondensowany przekazane jest mnóstwo wartościowej wiedzy.

Wracając do mojego treningu – oczywiście, że zdarzyły mi się dni, kiedy wracałem do domu zmęczony i mi się nie chciało, było późno, itd. Wtedy zgodnie z radą mojego trenera robiłem trening lżejszy, np. 20 minutowy, ale robiłem. I te treningi zazwyczaj były najbardziej motywujące, bo kiedy już skończyłem ćwiczyć rozpierała mnie duma, że się nie poddałem.

Dziś nie wyobrażam sobie dnia bez treningu. A nie zawsze jest łatwo i nie chodzi wcale o motywację a czas i miejsce. Moja praca związana jest z częstymi wyjazdami i pobytami w hotelach, w których nie zawsze jest siłownia. Na szczęście jakiś mądry człowiek wymyślił taśmy treningowe, które można wszędzie ze sobą zabrać i co najważniejsze można dzięki nim zrobić solidny trening w pokoju hotelowym. Lub gdziekolwiek będziecie. Możecie mi wierzyć, że naprawdę można się zmęczyć.

Pewnie jesteście zainteresowani efektami? OK. Dodam tylko, że na pierwszy miesiąc odchudzania wybrałem sobie grudzień.

Tak, ten miesiąc ze Świętami Bożego Narodzenia, Sylwestrem i mnóstwem jedzenia. Na dodatek już na początku miałem wyjazd służbowy do Chorwacji, a żeby to wszystko uzupełnić to na początku stycznia mam urodziny, a to też oznacza imprezę.

Wybrałem więc miesiąc, w którym ludzie najczęściej tyją i robią postanowienia noworoczne, o których zapominają po miesiącu.

Efekty były takie: -5,1 kg masy ciała i -7,5kg tłuszczu.

Można?

Można, trzeba jednak do tego odpowiednio podejść i nic Wam nie przeszkodzi. Dziś, po 9 miesiącach od dnia 0, ważę o 16 kg mniej, w pasie mam 26 cm mniej i wszystkie wyniki prawidłowe. I wiecie co jest najlepsze? Naprawdę nie mam wrażenia, że kosztowało mnie to jakoś strasznie dużo wysiłku.

OK, tyle wystarczy. Macie przed sobą najlepszy poradnik “jak schudnąć” i macie go za darmo. Nawet nie musicie dziękować. Wystarczy się zastosować do powyższych rad i zacząć schudnąć. Oczywiście możecie też wybrać grubsze i krótsze życie, nikt Wam tego nie zabroni. Ale proszę, niech nikt w moim towarzystwie nie narzeka, że jest za gruby.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *